Hi-Media

Autor Wątek: Pokaz sie....  (Przeczytany 9759 razy)

molly

  • Kolekcjoner
  • **
  • Wiadomości: 70
  • Reputacja: 4
    • Zobacz profil
Odp: Pokaz sie....
« Odpowiedź #15 dnia: Listopad 20, 2009, 22:38:58 »
No... nareszcie jakies kobiety  :)

Oficjalne forum Polskiego Towarzystwa Miłośników Kaktusów

Odp: Pokaz sie....
« Odpowiedź #15 dnia: Listopad 20, 2009, 22:38:58 »

Rynio

  • Znawca
  • ***
  • Wiadomości: 135
  • Reputacja: 4
    • Zobacz profil
Odp: Pokaz sie....
« Odpowiedź #16 dnia: Listopad 21, 2009, 18:08:06 »
A ja od razu zameldowałem się tu z moim zdjęciem. A co do pomykania, to ja większość roku pomykam na rowerze. Do pracy jeżdzę 22 km w jedną stronę. Rocznie wychodzi po 6000 km.

molly

  • Kolekcjoner
  • **
  • Wiadomości: 70
  • Reputacja: 4
    • Zobacz profil
Odp: Pokaz sie....
« Odpowiedź #17 dnia: Listopad 21, 2009, 19:20:52 »
 :o :o :o Chyba bym nie dala rady, 22 kroki co najwyzej metry ale km odpada...
Ja przez jakis czas uprawialam tajlandzkie sztuki walki "muay thai" ale juz rok nie trenuje a szkoda bo bardzo mi sie podobalo , problem w tym ze bylam jedyna kobieta i nikt nie chcial ze mna cwiczyc, dostawalismy tam dobrze po tylkach, dlatego zaczelam biegac ale 22km rowerem ! Co jedynie takim z silniczkiem  :P....
 

Jurek

  • Członek PTMK
  • Znawca
  • **********
  • Wiadomości: 165
  • Reputacja: 13
    • Zobacz profil
    • Ariocarpus agavoides
Odp: Pokaz sie....
« Odpowiedź #18 dnia: Listopad 21, 2009, 22:16:33 »
Kobieta i rower to doskonałe połączenie lepiej oczywiście wychodzi na tym kobieta niż rower. W związku z rowerem i kobietą to się takie coś mi kiedyś wydarzyło. Ja od zawsze uwielbiałem rower i dużo go używałem moja obecna żona dużo się wtedy nasłuchała i bardzo jej się podobało zapragnęła zobaczyć sama jak to jest. Kupiliśmy jej rower i zaczęliśmy treningi bo bardzo chciała zbliżające się wakacje już na rowerze spędzić. Pierwsza podróż to chyba kilka km było i fajnie. Druga trochę dłuższa i Ewa stwierdziła że to właściwie żaden wyczyn  tak rowerem jeździć. Jak tak to postanowiliśmy zrobić pierwszy test wybierając się do naszego kaktusowego przyjaciela do Powsina przez Górę Kalwarię z Otwocka oczywiście. Zakończyło się to bardzo połowicznym sukcesem do szklarni z kaktusami w Powsinie dojechała choć pod koniec nie było już w głosie entuzjazmu słychać i podziwianie krajobrazów podczas postojów jak by dłuższe było ale dojechała a to już myślę przeszło 20 km było . Droga powrotna to już niestety na holu była zgadnijcie kto holownikiem był. Zacząłem namawiać Ewę na przedłużenie trenowania w wakacje na rowerze spędzić następne choć czasu trochę jeszcze było żeby kondycję poprawić. Umówiliśmy się  wybierzemy się na rowerach na wystawę kaktusów w Lublinie do naszego Kolegi Andrzeja Typiaka. Dałem słowo że jak do Lublina dojedzie to wakacje na rowerach będą i już nie będę wyszukiwał żadnych przeszkód .
Byłem pewny że nie dojedzie to przecież ponad 120. Wtedy jeszcze mało wiedziałem o kobietach nie zdawałem sobie sprawy też że Ewa to wyjątkowa kobieta jak powstanie plan to nie ma takiej siły żeby go nie wykonała.
Domyślacie się że do Lubina dojechała w bardzo przyzwoitym czasie wyjechaliśmy bardzo rano i na wystawie byliśmy o 16.
Ta nasz wycieczka zdezorganizowała wystawę tego dnia zupełnie wszyscy chcieli nas i nasze rowery oglądać. Tego dnia kaktusy były mniejszą atrakcja . Powrót zaliczyliśmy już koleją .
Sprawa więc przepadła i wakacje musiały być na rowerach . Przewidywałem mnóstwo kłopotów, pomyliłem się bardzo . Wyruszyliśmy w piątek rano a niedzielę o po południu już w Mikoszewie na plaży Bałtyckiej odpoczywaliśmy. Odwiedziliśmy też Państwa Hinzów w Rumi koło Gdyni (ciekawy jestem czy młodsze pokolenie  zna może z opowiadań jak to dwoje wariatów na rowerach z Warszawy przyjechało) Jeździliśmy jeszcze po Mazurach odwiedzając po drodze wszystkich kaktusiarzy poznając mnóstwo ciekawych ludzi. Taka podróż to zupełnie inna bajka niż autem czy motorem . Tu wsiada się w A wsiada w B i po drodze nic sie nie dzieje rowerem to co innego wydarza się dużo każdej godziny każdego dnia .
Długo by opowiadać w każdym razie Ewa ma do dzisiaj mapę z wyrysowaną trasą i ciągle naszej córce przy okazjach po nos podsuwa oczywiście z odpowiednim komentarzem
A rowery zwykłe wielobiegowe nic specjalnego ale nie zawiodły ani razu
Aha i Ewa też nie zsiadła tylko raz z roweru gdzie podjazd był dość stromy. No i jeszcze dodam że na koniec jednego dnia z Łomży do Otwocka wróciliśmy . Tak to więc nie doświadczona cyklistka sobie z rowerem i przestrzenią radę dawała . Musze przyznać że nie wiele rzeczy mi później bardziej zaimponowało.
Jurek

prhz

  • Twój admin
  • Członek PTMK
  • Hodowca
  • **********
  • Wiadomości: 276
  • Reputacja: 9
    • Zobacz profil
Odp: Pokaz sie....
« Odpowiedź #19 dnia: Listopad 21, 2009, 22:23:57 »
(ciekawy jestem czy młodsze pokolenie  zna może z opowiadań jak to dwoje wariatów na rowerach z Warszawy przyjechało)

Myślę, że to pytanie było skierowane do mnie.

Niestety nie znam. Swoją drogą to musi być bardzo ciekawa przygoda, ale sam bym się chyba na takie coś nie dał namówić. Jestem za bardzo wygodny.

Eugen

  • Moderator
  • Hodowca
  • *****
  • Wiadomości: 494
  • Reputacja: 16
    • Zobacz profil
Odp: Pokaz sie....
« Odpowiedź #20 dnia: Listopad 21, 2009, 22:39:25 »
Jurku
Ciekawe, czy Ewa też tak entuzjastycznie wspomina katusze rowerowe zakochanej dziewczyny. Bo zakochana dziewczyna na wiele poświęceń jest zdolna.
Pozdrawiam Eugen

Jurek

  • Członek PTMK
  • Znawca
  • **********
  • Wiadomości: 165
  • Reputacja: 13
    • Zobacz profil
    • Ariocarpus agavoides
Odp: Pokaz sie....
« Odpowiedź #21 dnia: Listopad 22, 2009, 14:24:25 »
Oczywiście że nadal wspomina z przyjemnością a rower te jej nadal jest niestety już z niego prawie nie korzysta tempo życia i praca powoduje że raczej z auta korzysta.
Tak sobie mówiliśmy że jak się nam dziecko urodzi i podchowa to sobie tak będziemy jeździć . Dziecko już urosło ale rower powiedzmy mniej niż średnio lubi krótkie wycieczki do lasu nie za często to tak . A czasy już się  tak zmieniły że rowerem ulicami nie bardzo nawet się da jechać taki tłok na jezdniach niestety trzeba by wybierać trasy specjalnie podrzędnymi drogami. Co z mapą czasem średnio wychodzi na przykład co nam się w opisywanej wycieczce zdarzyło to chyba z 10 km tak zwanych kocich łbów czyli najzwyklejszy bruk z okrągłych kamieni jeżeli nie wiecie o czym piszę to sobie wyobraźcie. No i ten stromy podjazd gdzie Ewa z roweru zeszła też na mapie nie widoczny był . Dziś to co innego każdą dróżkę można sobie z góry przez satelitę dokładnie oglądnąć i wybrać wszystko dokładniej . Ale teraz tylko mnie do roweru miłość została Ewa twierdzi że te przeszkody co wyżej opisałem podróż rowerem uniemożliwiają hm może co mi teraz uwagę zwróciliście jest po prostu mniej zakochana :-)
Jurek